27.09.2022
Od Ashera cd. Liliana (do Jagody)
26.07.2022
Od Liliana cd. Jagody (do Ashera)
7.04.2022
Od Ashera cd. Liliana (do Jagody)
5.04.2022
Od Ashera do Liliana
30.03.2022
Od Kyryla do Striełki
24.03.2022
Od Liliana CD. Jagody (do Ashera)
9.03.2022
Od Zenita
6.03.2022
Od Arienda do Missi
4.03.2022
Od Lucjusza CD. Striełki
1.03.2022
Od Striełki do Lucjusza
Byłaby to przestrzeń iście klimatyczna. Gdyby się postarała, mogłaby
być tym ukrytym przed wzrokiem większości gabinetem pełnym starych
mebli, do którego rozpraszane światło smugami wpadało przez niewielkie
okno przy suficie, a człowiek obawia się zapalić świeczkę w obawie, że
jeden nieuważny ruch zdezmaterializuje z tego świata wszystkie okoliczne
sterty papierów. Ten obraz mógłby nawet dopełnić pewien zmęczony
człowiek, który siedział przy biurku i w skupieniu pisał coś na drogim
welinie. Prędko mogło się jednak okazać, że jest to tylko nieświadoma
iluzja istnienia jakiegokolwiek dekorum, bowiem Jutrogost nie był
zadowolony z nastroju pomieszczenia. Gdyby on mógł decydować, na pewno
wolałby mieć więcej światła i meble, które nie wyglądają, jakby
Utkinowie zabierali się do ich wyrzucenia przez lata. Byłby też
wdzięczny, gdyby mógł liczyć na większą przestrzeń i nie musiał wybierać
między możliwością położenia się na sieni, a postawieniem sobie w
komórce roślinki.
Striełka uniósł głowę znad welinu, kiedy
usłyszał, że coś człapie przy drzwiach. Było niewysokie, puchate i
nazywało się Fedya Rodionov. Dokończył pisanie zdania, a następnie wstał
i otworzył wejście do pomieszczania, a szpic wesoło wbryknął do
środka.
– Rekonesans kamienicy pomyślny? – zapytał się Striełka
psa, ale nie zdawał się czekać zbyt długo na ewentualną odpowiedź.
Powrócił na swoje miejsce przy biurku, kątem oka obserwując jak Fedya
uzurpuje sobie przestrzeń na pościeli jego sieni. Człowiek postanowił
kontynuować swój monolog poważnym tonem, spowalniając prędkość mówienia,
jakby powoli dobierając słowa. Zamoczył końcówkę pióra w kałamarzu. –
Przybyliście w odpowiednim czasie. Właśnie chciałem się odnieść do
treści waszego listu, książę. Strona pierwsza, akapit trzeci. Czy
jesteście pewien, że jest to najodpowiedniejszy dobór metafory? Gdyby
moim mianem było van der Burgh widziałbym ją przecież zarówno jako wasz
kochanek jak i lennik. Jako pierwszy, mógłbym być lekko zdegustowany,
jako drugi zauważyłbym nieudolnie ujętą groźbę wypowiedzenia wojny. Czy
naprawdę uważacie, że możecie sobie na to pozwolić? W tym akapicie listu
jesteście dokładnie na granicy między prostą paplaniną, a wprowadzeniem
namiętnego nastroju i chcecie, aby w tym konkretnym momencie król
zatrzymał się, aby przemyśleć wasze słowa? Rozkojarzy się na chwilę i
stracicie to, nad czym pracowaliście przez ostatnią stronę. Czy
jesteście pewien, Fedyo Rodionovie, że naprawdę chcecie do tego
dopuścić, byleby pochwalić się, że znane jest waszemu majestatowi
pojęcie taktyki spalonej ziemi?
Szpic zamerdał ogonem, nie mając najmniejszego pojęcia, o co Jutrogostowi chodzi.
–
Tak, tak. Rozumiem, chodziło o motyw pięknej wojny, naturalnie. –
człowiek powrócił do swego zamyślenia, uderzając palcami o blat biurka. –
Spodziewam się jednak, iż moja sugestia została zaaprobowana i
zamienimy metaforę na coś mniej barbarzyńskiego.
Zastanowił się
nad czymś dłużej, a następnie przepisał tę część listu w bardziej
przystępnej formie. Następnie powrócił wzrokiem do oryginału. Uważnie
przyjrzał się, w jaki sposób władca Wotrilu zapisuje w swojej prywatnej
korespondencji bardziej i mniej udane ozdobniki czy inne farfocle, a
następnie skopiował je. Pozwolił sobie też na zaryzykowanie
wykorzystania użycia kilku niesymetrycznych symboli serduszek zamiast
kropek w kilku strategicznych miejscach. Raz na jakiś czas przerywał
milczenie, aby skierować specyficzny monolog do swojego psa. Zaskakująco
zdawał się wyciągać w jakiś sposób wnioski z tych konwersacji, chociaż
pupil nie zdawał się być bynajmniej zainteresowany bezdrożami wyobraźni
swego ukoronowanego imiennika. Jutrogost miał jednak wystarczająco wiele
przyzwoitości, aby zakończyć je, kiedy treść korespondencji księcia
zawiodła w przestrzenie demoralizujące dla szczeniaka. Człowiek pozwolił
sobie wyłącznie na zmęczone westchnięcie, kiedy kontynuował swoją
pracę. Uczytelniał następne i następne paragrafy, wkrótce dodał też
parę zdań spajających lepiej rozbieżne myśli księcia i zastanowił się,
czy nie oszczędzić Viktorowi van der Burgh kilku topornych hiperboli i
pokazu najbardziej niepoprawnie wykorzystanego zdrożnego słownictwa
swego kochanka. Uznał jednak, że usunięcie nazbyt wielu fragmentów,
naruszyłoby naturalność tak prywatnej konwersacji. Postanowił jedynie
zastąpić te kilka, które brzmiały, jakby książę niedawno zabrał się za
lekturę kilku ordynarnych chłopskich skarg i najwyraźniej wyniósł z nich
wyłącznie terminologię związaną z reprodukcją zwierząt gospodarskich.
Na koniec musiał też dokładnie przemyśleć, czy końcowe pożegnania na
pewno powinny zawierać zwrot z prośbą o posłanie pozdrowień dla
królowej. Nie był pewien, czy jest to najbardziej kulturalne zagranie,
kiedy właśnie przysłało się jej mężowi kilka stron solidnej erotyki.
Zajęło mu to całkiem dużo czasu. Fedya zdążył wielokrotnie wyjść i
wejść do pomieszczenia, a ambasador przybył się zapytać, czy Striełka
żyje i czy raczyłby przygotować mu obiad coś do jedzenia. Utkin był w
stanie podważyć prawdę pierwszego stwierdzenia, witany martwym wzrokiem
szpiega i musiał zmierzyć się z faktem, że jego teoretyczny służący
zdawał się być zajęty swoją rzeczywistą pracą.
Ostatecznie
jednak udało mu się odłożyć pióro. Skwitował to pustym spojrzeniem się
na najbliższą ścianę, aby pozwolić sobie na chwilę samoświadomości i
zacząć zastanawiać nad każdym swoim wyborem życiowym, który doprowadził
go do tego momentu. Nie był nawet pewien, czy może się pocieszyć faktem,
że wiele decyzji było w rzeczywistości propozycjami nie do odrzucenia i
nigdy nie powiedział: "Tak, Wasza Ekscelencjo, nie marzyłbym o niczym
innym niż kontakt z waszą prywatną korespondencją. To dla mej osoby
istny honor, że to me umiejętności zostały przez was zauważone i to ja
mogę dołożyć mą część do oczarowania waszego wybranka. W żadnym stopniu
nie podważam waszych wyborów i czuję pełnię zaufania wobec przyszłości
narodu, wiedząc jak wykorzystywana jest wasza siatka wywiadu".
Zdecydowanie tym, co na pewno zaszło w Kissev było milczące kiwnięcie
głową w zrozumieniu, że jeśli taka oferta została złożona, odrzucenie
jej nie było opcją.
Striełka ocknął się z rozmyślań. W którymś ich
momencie musiał zacząć mimowolnie poprawiać ułożenie rzeczy na biurku.
Popchnął przy tym niezręcznie kałamarz aż do krawędzi i wizja wylania
jego zawartości skutecznie przywołała go do chwili obecnej. Naprawił
swój błąd, a następnie przeczytał jeszcze raz poprawiony przez siebie
list, uważnie zbadał jeszcze kilka szczegółów dokładnie zajął się jego
odpowiednim przygotowaniem do drogi. Wkrótce już uważnie ważył gotowy
produkt w swoich dłoniach. Starczyło go jeszcze tylko przekazać...
Po skrzętnej transformacji z zaszytego zbyt długo w swojej komórce
aspołecznika w porządnego człowieka, wyszedł z kamienicy i ruszył ku
miejscu spotkania. Wiedział, że łącznika miał spotkać w największej
bibliotece Astenhorpu. Rozkaz określił dokładny czas, przybliżone
miejsce i krótki opis poszukiwanej osoby. Kobieta, jasnoszary pled,
srebrne pierścienie na palcach. Wszedł do budynku spokojnym krokiem,
wkroczył między alejki i przez chwilę oglądał grzbiety ksiąg. Dosyć
obojętnie minął traktaty filozoficzne, fikcje polityczne, wszelkie
dramaty i podręczniki. Objął wzrokiem jeden czy drugi, ale ostatecznie
skupił się na kilka chwil na swoim domyślnym wyborze literatury -
książkach kucharskich. Zamierzał się z lubością zabrać za ich
kartkowanie, jednak łączniczka już zjawiła się w zasięgu jego wzroku.
Przypominała swoją postawą wieloletnie zmęczoną, niezaskakiwalną
studentkę. Jej świeżo zbudowane skupienie na treści trzymanych przed
sobą książek sprawiło, że Jutrogost aż poczuł się zwyczajnie głupio, że
musi jej przeszkodzić. Przyjrzał się jej jeszcze raz. Spełniała warunki,
jakie nakazał Rozkaz. Szpieg mógł mieć wyłącznie nadzieję, że ich
konwersacja nie będzie tak niezręczna, jak zwykle przebiegały te
interakcje. Nikt nic nie powie wprost, każdy będzie udawał, że nawet nie
wie, co to Wotril, a co dopiero jego wywiad. Uznał, że chce mieć to już
za sobą i zadać pytanie wprost.
– Bardzo przepraszam, że
przeszkadzam. – zagadnął krótko dyskretnie pokazując informatorce
szarawą kopertę listu. – Wie może pani, co powinienem z tym zrobić?
– Ja je zwykle z powrotem do książek wkładam. – mruknęła studentka, ledwie podnosząc wzrok znad tekstu.
– Niezbyt rozumiem, czy to na pewno dobry pomysł? – Striełka nie kojarzył korzystania z podobnej procedury.
– A jaki byłby lepszy? Jak się znajduje gdzieś zakładkę, to starczy ją
losowo włożyć do jakiejś książki. Jaki z tym problem? – wzruszyła
ramionami. Jutrogost był przynajmniej skonsternowany. Kiwnął krótko
głową, podziękował i oddalił się. Jego myśli silnie poszukiwały
wytłumaczenia sobie następujących słów. Wkrótce znalazł ich nawet kilka:
może przechwyt nie miał być bezpośredni i jego zadaniem było
umieszczenie listu właśnie w jakiejś książce. Dodatkowy krok, aby
upewnić się, że nikt nie zaobserwuje bezpośredniego podania wiadomości
informatorce? Ewentualnie mogła istnieć jeszcze trzecia osoba, której
zadaniem jest zebranie listu i on nie jest upoważniony do jej poznania?
Może, może... Nie czuł przekonania wobec swoich interpretacji, jednak
został zmuszony uznać, że nie jest kimś, kto może podważyć Rozkaz.
"List idzie do książki. Jaki z tym problem?", pomyślał, zbliżając się
do najbliższej półki i na chybił-trafił wyjął stamtąd jedną pozycję.
Przekartkował ją, udając, że pośpiesznie ocenia jej treść, a następnie
odłożył przedmiot na swoje miejsce, dyskretnie wkładając wiadomość
między kartki. Zaraz odszedł z tej części biblioteki, ale postanowił
jeszcze poprzebywać w niej chwilę dla zachowania pozorów. Z resztą był
zainteresowany, jak zostanie rozwiązany konflikt w czwartym rozdziale
Kuchni Roosenskiej. Wiedział, że w innym wypadku nie zmrużyłby oka w
nocy, rozmyślając nad trudnościami do pokonania przy przyprawianiu
baraniny.
Prawdopodobnie spędził w tamtej alejce trochę dłuższy
czas niż zakładał, ale nie potrafił tego żałować. Zdobył silne opinie
wobec sporych kwestii doborów surówek do apreńskich owoców morza i
okazał się być niezwykle emocjonalny wobec efektywności konkretnych
sposobów obierania warzyw. Wychodząc z biblioteki zdążył już prawie
zapomnieć, dlaczego się w niej wcześniej znalazł i pewnie spokojnie
powróciłby do kamienicy, gdyby kątem oka nie zauważył jakiejś kobiety.
Stała przy wejściu, otulała się jasnoszarym pledem, na palcach miała
kilka srebrnych pierścieni, wyglądała na całkiem zirytowaną i
zdecydowanie nie była tamtą osobą wyglądającą jak studentka. Kobieta
spojrzała się na niego. On na nią. Ona ponownie się spojrzała,
intensywniej. On odwrócił wzrok w pewnym koszmarnym uświadomieniu.
Cholera.
Jego nadzieja leżała w tym, że jeśli on dostał opis obejmujący pewną
część populacji, tak też ona nie mogła mieć pewności, że on to jest jej
współpracownikiem. Mimo ogarniającej go paniki, postarał się rozluźnić
i, przynajmniej obecnie, nie dać po sobie poznać, jaki błąd popełnił.
Niefrasobliwie przeszedł jeszcze kilkanaście metrów, a dopiero w tej
odległości sięgnął do kieszeni niby czegoś szukając i nie odnajdując.
Odwrócił się ponownie w stronę biblioteki i zaczął iść w jej stronę
szybkim krokiem. Informatorka uniosła wzrok z nadzieją, kiedy
przechodził obok, ale Striełka nawet nie myślał o zatrzymaniu się.
Pośpiesznie wszedł do środka i dotarł do półki, gdzie wcześniej odłożył
książkę z listem. Agresywnie zbierał wszelkie myśli z informacjami o
niej i miał tyle szczęścia, że owe myśli stawiły się na zebranie.
Pozycja czwarta na lewo. Przetarta wiekiem okładka. Zielona, malachitowa
nawet. Szukał jej wzrokiem, ale miejsce było na złość zajęte przez
jakiś ohydny grynszpan. Jutrogost przeczesywał umysł dalej. Była gruba i
był to tom ósmy, czego ósmy? Jaki typ ksiąg potrzebuje aż ośmiu tomów?
Dobrze, przynajmniej oznacza to, że obok musi znajdować się pozostałe
siedem. Rzeczywiście - były. Trochę przesunięte, ale dalej na tej samej
półce. Chciałby jakoś westchnąć na to z ulgą, ale jednak świadomość, że
ósmy tom wcale nie znajduje się na swoim miejscu obok nich nie była w
jakikolwiek sposób pocieszająca. Wręcz przeciwnie - albo jakiś potwór
rozdzielił rodzinę książek, przestawiając gdzieś tą, albo...
Albo ktoś ją wziął.
I w tym momencie, kiedy oczy szpiega poszukiwały dalej półki, jego już
zgromadzone myśli, chociaż gotowe do rozpierzchnięcia się w popłochu,
roztrząsały dziejącą się sprawę. Im dłużej Jutrogost tomu nie znajdywał,
tym więcej ewentualnych scenariuszy przechodziło mu przez głowę.
Większość z nich wytaczała wizje stwierdzające jasno, że dostanie się
listu, szczególnie takiego, w niepowołane ręce może być punktem
zapalnym drzemiącego od lat międzynarodowego skandalu. Nawet zwykły
cywil nie przeoczyłby okazji, aby przekazać światu tak dobitny dowód
romansu dwóch władców świata. A wszystko dlatego, że to on coś
przegapił. Konsekwencje polityczne tego? Cholera. Konsekwencje dla niego
samego? Jeszcze większa cholera.
Tom się nie odnajdował, a
Striełka postanowił podjąć radykalną decyzję nieodpuszaczania. Jeśli
ktoś książkę pożyczył, oznaczało to, że musiała przejść przez
bibliotekarza i imię delikwenta oraz możliwie jego adres są w rejestrze.
Albo może nawet książka jeszcze gdzieś jest albo list wypadł gdzieś po
drodze i został wzięty za tę przeklętą zakładkę, albo, albo...
Korzystając z przechodzenia przez bezludną alejkę, poprawił włosy i
ubranie. Postarał się rozluźnić mięśnie, mając nadzieję, że jego stres
nie będzie tak wyczuwalny. Będąc już na szerszym korytarzu nieznacznie
uniósł kąciki warg w subtelnym uśmiechu. Ogółem mówiąc: przybrał swoją
domyślną postawę społecznika. Miał nadzieję, że tyle mu wystarczy. Nie
miał ani doświadczenia w dawaniu łapówek bibliotekarzom.
Zbliżając
się do lady ocenił swe następne działania. Wokół nikogo nie zauważył -
mógł zadzwonić dzwonkiem i spędzić cenne sekundy (lub, o zgrozo, minuty)
czekając albo mógł z wyćwiczoną bezczelnością samemu poszukać
odpowiednich informacji. Można powiedzieć, że decyzję popełnił już z
momentem wproszenia za ladę, niezbyt wyrafinowanie przeskakując nad nią.
Rozejrzał się. Odnalezienie jakiejś pojedynczej danej spośród
nieznanych sobie stert kart, pewnie zawierających tysiące notowań, jakie
tylko mogła mieć największa biblioteka Astenhorpu?
Nie takie rzeczy już robił.
Już zabierał się za sprawdzanie najbardziej podejrzanych przez siebie
przestrzeni, zwracając się do okolicznych półek i szukając, gdzie
znalazłby najświeższe zapisy wypożyczeń, kiedy nagle usłyszał obok
siebie odgłos dzwonka przy ladzie. Drgnął i odwrócił się ku źródle
dźwięku, stał tam jakiś student i uśmiechał się przepraszająco, jakby
zbyt późno zdając sobie sprawę, że użycie urządzenia nie miało tyle
sensu. Jutrogost powstrzymał się przez zasztyletowaniem przybyłego
wzrokiem i przeklął w duchu. Natychmiastowo chciał zabrać się za
ewakuację, ale zdał sobie sprawę, że nie jest do końca pewien, jak się
wydostać zza lady, kiedy obserwuje go student. w jego myślach pojawiło
się kolejne przekleństwo, w panice musiał nie przemyśleć zbyt wielu
elementów.
– W czym mogę pomóc? – zapytał się więc miło szpieg.
Usunięcie osobnika z otoczenia wydawało mu się odpowiednią opcją. Ten
tymczasem powiedział krótko, że chce oddać kilka książek, kładąc je przy
tym na ladzie. Striełka kiwnął głową. Wydawało mu się, że w
wypożyczanych rzeczach są kartki? Albo on ma wyjąć skądś własną?
Jego sytuacji nie pomógł fakt, że właśnie zauważył, jak zbliża się
następna sylwetka. Kierunek kroków i postawa pozwoliły mu określić, że
raczej ma kontakt z właściwym bibliotekarzem.
– Niech pan się nie
kłopocze, już przejąłem. – powiedział Jutrogost zamiast przywitania. –
Chociaż mógłby pan mi przypomnieć, gdzie znajdują się listy z ostatnio
wypożyczonymi pozycjami? Odnoszę wrażenie, że nie są w miejscu, w którym
powinny być. Dla efektywności powinniśmy przestawić je, o tu, na
przykład. - wskazał na część lady najbliżej swych dłoni


