
Maryo,
gdy piszę ten list, mimo ciepła kominka, od mrozu drżą mi dłonie, musisz więc wybaczyć mi niestaranne pismo i atramentowe kleksy. Rozpoczynamy właśnie szósty rok zimy, chociaż minęła już połowa roku 1281 i powinien nadejść początek kalendarzowej jesieni. Nie widzę jednak pomarańczowych liści na drzewach ani kropel deszczu spływających po oknach, tylko śnieg i zamiecie, coraz to gęstsze w miarę zbliżania się września. Od sześciu lat w Rietvie nie zakwitły żadne pąki ani nie zbierano zbóż, a wszystko, czym się żywimy, zostaje przewiezione na statkach. Wszak radzimy sobie, tak, radzimy, jeśli można sobie jakkolwiek radzić w obliczu takiej pogody.
Na niedługo po wysłaniu ostatniego listu doszła mnie wiadomość, w pewien sposób przełomowa, coby nie mówić, ponieważ, Maryo, dowiedzieliśmy się wreszcie, czego szukamy. Atrainium. To atrainium — czymkolwiek jest — sprowadziło na nas klątwę zimy, przykryło region grubą warstwą śniegu, to przez atrainium miesiąc w miesiąc setki umierają z głodu. Choćbym chciała wytłumaczyć, co tak naprawdę kryje się pod tą nazwą, w rzeczywistości wiem równie niewiele, co Hawthorne czy Selter. [...] Atrainium to ponoć górski kryształ, w jakiego posiadaniu jest zarząd Edheren, tak właściwie sam Ruthermond. Westerling nie mówi nic ponadto. Bramy Edherenu, jak były, pozostają zamknięte.
Odnoszę wrażenie, że zarządy pozostałych miast — czy to Astenhorpu, Touves, czy Rjevern — starają się ukrywać swoją nieporadność i izolują mieszkańców od informacji, których, na dobrą sprawę, dużą ilością nie dysponujemy. Pomimo tej zatrważającej niewiedzy ludzie zdają się żyć dalej. Chodzą do pracy, otwierają nowe zakłady, rzemieślnicy na własną rękę sprowadzają materiały, a szkoły i uniwersytety działają jeszcze prężniej, niż miało się to przed laty. Jednak co innego mogą zrobić? Liczą na nas, Maryo, a my próbujemy pokrzepić ich serca, nawet jeśli opiewana współpraca zarządów spełzła na niczym, ponieważ Ruthermond odseparował swoje miasto od całego regionu. Możemy tylko patrzeć, jak zapasy stadialnie maleją. Jak ludzie głodują na ulicach. [...]
Dwa tygodnie temu z Velten wyruszyła kolejna grupa ekspedycyjna i z dziesięciu członków wróciło siedmiu. Jednego rozszarpały wygłodniałe wilki, gdy patrolował okolicę Fyrn, drugi zachorował, trzeci… bogowie jedni wiedzą, co stało się z trzecim. Nie mogę patrzeć, jak ci ludzie poświęcają się sprawie, której nie potrafimy rozwiązać. Naszym obowiązkiem jest ochronić obywateli naszych miast, a jedyne, co jakkolwiek nam się udaje, jest wyłącznie sprawianie pozorów. Chciałabym stanąć przed ludem Velten i bez krzty niepewności ogłosić, że znaleźliśmy sposób na uporanie się z klątwą. Że wiemy, jak atrainium wpływa na pogodę i czy niesie za sobą więcej niebezpieczeństw. Że mogą wrócić na wsie, do swoich gospodarstw, na nowo uprawiać rolę bez widma głodu ciążącego im z tyłu głów. To jednak niemożliwe. Przynajmniej na razie.
Niech bogowie mają w nas opiece.
Kendrick Farrin
Od roku 1276 mieszkańcy Rietvy nie uświadczyli wiosny, a wszechobecny śnieg na dobre pozbawił ich kluczowego źródła żywności — zasiane rośliny zamarzły, a plony zniknęły pod wysokimi zaspami. Poza skromną pulą informacji, jaką dysponują zarządy rietveńskich miast — Astenhorpu, Velten, Nesev, Touves i Rjevern — że istnieje coś takiego, jak atrainium, że Ruthermond niewątpliwie ma z nim ścisły związek, południową część regionu zupełnie odcięto od dopływu faktów i ustaleń, które zawierają między sobą politycy.
Zima trwa już sześć lat i w ciągu tych miesięcy zdążyła zebrać pokaźne żniwo, ludzie umierają z głodu, z wychłodzenia, przez brak perspektyw, beznadzieję i problemy finansowe biorące się z nagłego zatrzymania biznesu. Odkąd letniego popołudnia spadł śnieg, najważniejszymi ośrodkami Rietvy stała się grupa miast, do których w tamtym okresie przeniosła się znacząca większość mieszkańców.
Chociaż błagali bogów, składali im krwawe ofiary, modlili się zażarcie, a nawet wyklinali, pogoda nijak nie ulegała zmianie. I nie ulega, na bogów, na nieszczęście wszystkich zatroskanych mieszkańców Rietvy i jeszcze bardziej zatroskane zarządy, które, bezradne, nieustannie szukają sposobu na poradzenie sobie z kryzysem.
Wyjdź na ulicę. Rozejrzyj się i zdecyduj, czego chcesz. Bez względu na to, czy zamierzasz zaangażować się w politykę, czy wieść spokojne życie Rietveńczyka, możliwości stoją przed tobą otworem. W końcu w pojedynkę ciężko uratować świat, prawda?
image by © Ivan Laliashvili



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz