Gdyby magia miała zapach, z pewnością dusiłby się nim każdy, kto zawitał w graciarni na skrzyżowaniu ulic Słonecznej i Deszczowej w Astenhorp. Dobytek określany mianem przeklętego (między innymi ze względu na śmierć poprzedniego właściciela) stoi pod dumnym, może tylko trochę wybrakowanym szyldem “A ty wariat”, a aktualny właściciel antykwariatu zapiera się rękami i nogami, że tak miało być. Pomieszczenie przypominające bardziej wyrwaną z fantastycznych opowieści norę zapalonego fanatyka staroci, rzekomych insygniów i powiązanych bezpośrednio z astrologią głupot, aniżeli normalny sklep z antykami, wita każdego potencjalnego klienta brzękiem kilku zawieszonych nad futryną dzwoneczków i kryształów.
Antykwariat „A ty wariat” nie cuchnie zgnilizną, kurzem, czy starymi książkami. Unosi się zapachem delikatnego kadzidełka, które nieustannie od prawie trzech lat tli się na eleganckiej, ceramicznej podstawce ustawionej na antycznym globusie. Granatowe ściany nie są już widoczne, tam, gdzie nie zasłaniają ich półki, z których książki powoli zaczynają się wysypywać, są przepełnione wycinkami gazet, horoskopów, drobnymi ilustracjami przedstawiającymi świątynie z Touves i krainy niespotykane w Rietvie, a nawet i Enrynie. Jedna, wyklejona pożółkłym papierem ściana zapełniona jest setkami malutkich, dość infantylnych rysunków, cytatów, rozmów. Zbyt podekscytowana subiektka, która pojawia się znikąd i nie może mieć więcej, niż dwadzieścia pięć lat od razu od razu informuje każdego gościa, że śmiało może zostawić po sobie ślad, bo on tak bardzo kocha widzieć, że to miejsce jednak żyje i wskazuje na trochę dziwny, zdeformowany kubek bez ucha, w którym znaleźć można węgielki.
Sufit antykwariatu mieni się tysiącami barw, gdy wpadające przez wykusz na drugim piętrze światło, rozbija się o pięć kryształowych żyrandoli. Było ich siedem, dwa już znalazły nowego właściciela. Obok nich wiszą drewniane ptaki, stare zabawki podwieszane nad kołyską dzieci, sprzęt do wspinaczki górskiej i sieci rybackie.
Graciarnia wypełniona jest po brzegi, a ten trochę absurdalny melanż tematyczny tworzy z niej najbardziej nieprzewidywalną, a jednak niewyobrażalnie spójną całość. Potknięcie się o walający się po podłodze sprzęt do łamania grubego lodu i upadnięcie na półkę, na której znajdują się młynki i zaparzarki do kawy, przekładane taliami kart do tarota czy naładowanymi energią kryształami zdaje się nagle najbardziej naturalną z czynności, do której przygotowywałeś się latami.
Ku uciesze właściciela, nowy towar pojawia się tak szybko, jak znika, a dotychczas zapomniany lokal na rogu dwóch cichych ulic, przeżywa swój mały renesans, zawdzięczany przez stada młodych dziewczyn, które zakochały się w “A ty wariacie” i jego skromnym właścicielu.
To miejsce tętni miłością.
Nie pasuje do bajkowego obrazka, jakim jest graciarnia. Wygląda w nim jak duch, nocna zmora, sam bies, szatan, czart. Snuje się między stertami ksiąg, spisuje w swoich grubych brulionach obecny stan magazynu, albo kartkuje marnej jakości romansidło z nogami zarzuconymi na blat wysokiego, mahoniowego biurka. Stawia długie, leniwe kroki, trochę się garbi i zawsze ma na sobie długą, czarną narzutę; na pierwszy rzut oka niemożliwym jest rozpoznanie kryjącej się pod nią sylwetki. Całą uwagę skupia więc na sobie dumna, przystojna twarz człowieka inteligentnego, charyzmatycznego i chętnego do rozmów.
Na drugi rzut oka dostrzega się, że jest niepokojąco szczupły i zdarza mu się zapomnieć rozczesać kołtunów z tyłu głowy. Zauważa się również, że prawie zawsze obwieszony jest absurdalną ilością biżuterii.
Na trzeci i czwarty, gdy przyspiesza trochę kroku, widzisz, że kuleje, a gdy próbuje przeczytać nazwę ulicy, na której się znajduje, mruży oczy.
Jego szczupłe palce drżą, gdy stara się wypisać kolejny list z prośbą o spotkanie się w ramach nowo znalezionego zabytku, a na każde kaszlnięcie chowa spierzchnięte, popękane usta w eleganckiej, kremowej chusteczce. Srebrne tęczówki kontrastują z przekrwionymi białkami, a sinawe plamy pod oczami wzbudzają litość w rozmówcy, której nie znosi.
Mimo to uśmiecha się często, nie wstydząc się krzywych, dolnych zębów i śmieje głośno, ignorując uwagi, że brzmi wtedy jak krakanie kruka. Zagaduje chętnie i widać, że walczy, by w trakcie żywotnej, błyskotliwej konwersacji, nie znaleźć oparcia w stojącym obok krześle, co udaje mu się, ku własnemu zadowoleniu.
zgrzeszyłemdwudziestego ósmego maja | zodiakalne bliźnięta | miłośnik ekstrawaganckiej, srebrnej biżuterii | srebrne włosy | srebrne oczy | srebrny język | makijaż na twarzy, gdy się nudzi | minimalna wada wzroku | zafascynowany astrologią | ciężkie, granatowe, wieczne pióro | czyta z gwiazd | w stolicy od '78 | rozkład 12 domów na ulubionej filiżance | przewlekłe choroby | zbyt szybko się męczy
✶