Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isoniah Avenlore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isoniah Avenlore. Pokaż wszystkie posty

4.02.2022

Od Isoniaha — zlecenie „Moje kaczki!”

W momencie, gdy pogrywanie na harfie w miejscowych karczmach nie wystarczało na opłacenie rachunków, Isoniah podejmował się wykonywania najbardziej różnorodnych zleceń, jakie mógł znaleźć na tablicy. Począwszy od poszukiwań zaginionej maskotki, a kończąc na zabiciu niedźwiedzia. Dotknął dłonią jednej z powiewających ulotek i przyjrzał się jej bliżej, kiedy ta w końcu przestała powiewać na porywistym wietrze. Wystarczyło, że młody mężczyzna przeczytał nagłówek, a na jego twarz wkradł się drwiący uśmieszek. Pieniądz to jednak pieniądz, a czynsz sam się nie zapłaci. Wypytał miejscowych, gdzie dokładnie znajduje się gospodarstwo starszego mężczyzny i ruszył w tamtą stronę, aby dopytać o jakieś szczegóły, w końcu z samej ulotki niewiele wynikało, a na miejscu mógł przyjrzeć się ewentualnym śladom. Dotarcie nie zajęło mu zbyt wiele czasu, farma pokrzywdzonego znajdowała się bowiem około pół godziny drogi od głównego rynku. Rozejrzał się dookoła, próbując dostrzec zleceniodawcę, ale choćby nie wiem, jak wytężał swój wzrok, nigdzie nie mógł spostrzec staruszka. Westchnął cicho, myśląc, że pewnie jakiś dzieciak znów zrobił sobie żarty, ale w ciągu kilku sekund z domku wyleciał z hukiem poszukiwany przez Isoniaha osobnik. Tak, wyleciał i to dosłownie, razem z drzwiami od gospody. Wnioskując po krzykach wydobywających się ze środka, musiała to być jego żona. Czemuż się dziwić, skoro tracą ich jedyny zarobek, to aktualnie nie byli w najlepszej pozycji. Białowłosy zdobył się na wymuszony uśmiech współczucia i podszedł bliżej, chcąc pomóc babrającemu się w śniegu mężczyźnie.
— Znalazłem ten list na głównym rynku, jak mniemam, to pan go tam powiesił? — zaczął, choć nadal nie był pewny czy to wszystko nie jest nieśmiesznym żartem.
— Ja…tak, proszę, pomóż mi, żona wyrzuciła mnie z domu, zagroziła, że póki nie dowiem się, co dzieje się z naszymi kaczkami, nie wpuści mnie do środka, nie chcę zamarznąć na śmierć, błagam! — wykrzyczał, był przerażony i wyglądał, jakby miał zaraz się rozpłakać.
— W porządku, po to tu jestem… — Rozejrzał się ponownie. — Mogę trochę się tutaj pokręcić? Chciałbym sprawdzić, czy sprawca nie zostawił jakichś śladów.
— Ależ oczywiście drogi panie! Mogę nawet sam oprowadzić! — Niemal wydarł się na całe gardło.
— Nie ma takiej potrzeby, proszę się gdzieś schronić, chyba że chce pan dopełnić wolę swej żony i zamarznąć na śmierć. — Spojrzał na niego z politowaniem i wziął się do pracy.
Z racji, że kolejne warstwy śniegu spadły na ziemię, ciężko byłoby cokolwiek odszukać bez rozkopywania go, a sprawy nie ułatwiał fakt, że wszelkie ślady zostały zakryte. Okazało się więc, że z pozoru łatwe zadanie okazało się jednak trudniejsze, niż można się było tego spodziewać. Miał już nawet zacząć kląć pod nosem, ale udało mu się w końcu znaleźć coś, co było początkiem w wielkim morzu poszlak. Pióro, kacze pióro, a za nim kolejne, wyglądało, jakby ktoś próbował co najmniej ją tutaj oskubać. W pewnym momencie ślad jednak się urywał, na tyłach gospodarstwa, gdzie poprowadziły go pierze, znalazł martwą kaczuchę. Dopiero po chwili dostrzegł, że miała ona zabarwione skrzydło od spodu. Jeśli wszystkie gospodarz oznaczał w taki sposób, to mogło go to zaprowadzić do potencjalnego sprawcy. Czekało go teraz tylko dopytanie mieszkańców kto jeszcze zajmuje się hodowlą tych uroczych stworzeń. Miał wrażenie, że wpakował się w coś, co zaczyna rozwijać się niczym tandetny kryminał napisany przez porzuconą wdowę, tak, miał okazję przeczytać to i owo, w akademii można znaleźć wiele ksiąg. Potrząsnął głową, aby wyrzucić wszystkie niepotrzebne myśli i skupić się na tym, po co tu przyszedł. Nawet jeśli przeczesał niemalże każdą farmę, nie posunęło go to ani o krztę do przodu. Nieco poirytowany rzucił pod nosem niezrozumiałe słowa i obrzucił morderczym spojrzeniem pewną młodą kobietę. Nie wiedział, czy to jakiś cud, ale do sukni owej damy przyczepione było pióro, tak, dokładnie tak samo zabarwione, jak to, które widział u kaczki swojego zleceniodawcy. Podążył więc za nią, starając się nie pokazać, że kogoś śledzi. W końcu, gdy kobieta dotarła na miejsce, dokładniej do starej, spalonej do połowy szopy, ukrył się za winklem, by móc spokojnie obserwować bieg wydarzeń.
— Wstrętny staruch, na samą myśl, że jest moim ojcem, robi mi się niedobrze, to przez niego moja matka popadła w depresję i skoczyła z balkonu. — Usłyszał szloch.
— Droga pani, zrobiłam to, o co prosiłaś, a także pozbyłam się wszelkich dowodów, to znaczy… zakopałam je w lasku — oznajmiła kobieta, którą śledził.
— Dziękuje ci, Aramo — kobieta powiedziała krótko, po czym Isoniah mógł usłyszeć, jak jej kroki stają się coraz cichsze.
Teraz musiał znaleźć tylko miejsce, o którym rozmawiały, potrzebował chwili, by zastanowić się, gdzie w pobliżu jest jakiś lasek. W momencie, w którym miał już wolną drogę, prześlizgnął się niezauważalnie i udał się tam, gdzie znalezienie zwłok kaczek zdawało się mieć największy sens.
Ku jego zdziwieniu nie zostało ono jeszcze przysypane śniegiem, co znacznie ułatwiło jego pracę. Z mrocznej energii wytworzył łopatę, by móc odkopać znalezisko. Wszystko byłoby pięknie, ale upierdolił się mokrą ziemią.
— Naprawdę? — westchnął ciężko.
Powrócił do czynności i gdy w końcu zobaczył pierze, niemal krzyknął z radości. Kto by pomyślał, że ucieszy się tak bardzo na widok zmoczonego, śmierdzącego padliną pierza. W dole znalazł dokładnie to, czego potrzebował, czyli dowody. Głupia kobieta nie zauważyła, jak do zbiorowej mogiły wpadł jej rodowy pierścień. Schował go do kieszeni płaszcza i przykrył ziemią to, co wcześniej odkopał. Uradowany swym znaleziskiem niczym małe dziecko na widok cukierka powędrował ku gospodarstwu starszego mężczyzny. Na miejscu zastał go siedzącego pod wiatą szopy, razem z kaczkami.
— Znalazłem winnego, była nim pana córka — oznajmił.
— Ale… ale ja nie mam córki! — Omal nie zdarł sobie gardła.
— Wygląda na to, że jednak pan ma i nie zamierzał się pan tym dzielić. Nie będę wnikał, bo to nie moja sprawa, ale pański romans zabił panu kaczki. — starał się brzmieć jak najbardziej poważnie. Rzucił mu rodowy pierścień, a starszy mężczyzna w obawie przed wydaną tajemnica zapłacił mu nieco więcej, a usatysfakcjonowany
Isoniah mógł pozwolić sobie na drobną nagrodę w postaci wizyty w karczmie. Morał z tego taki, że zanim zlecisz komuś rozwiązanie twego problemu, upewnij się, że za sprawą morderstwa twoich kaczuch nie stoi przypadkiem twoja własna córka spłodzona z kochanką.

3.02.2022

Widzisz ten cień? Nie? Ja też nie

Isoniah „Iso” Avenlore

mężczyzna — 26 lat — 5 maja 1255 — rjuske

art by len-yan

MELDUNEK

Miejsce zamieszkania: Południe, Nesev, dzielnica mieszkalna — zamieszkuje wynajmowane mieszkanie, które sam utrzymuje.
Zawód: Student, ale dorabia czasami przyjmując pomniejsze zlecenia.
Grupa społeczna: Maur


MAGIA

Patron: Rhiannon
Umiejętności magiczne: Manipulacja cieniem, wywoływanie konkretnego kształtu o dowolnej powierzchni, polepszony wzrok w ciemności, kreowanie cienistej aury chroniącej od obrażeń, wyprowadzanie potężniejszych ataków, umiejętność kreowania cienistych istot podlegających woli maga, mogących wyrządzić celowi krzywdę, jednak niekoniecznie wytrzymałych.


CHARAKTERYSTYKA

Charakterystyka: Iso mierzy około dwóch metrów, nie całkiem, bo dokładniej jest to 195 centymetrów. Tatuaże na jego ciele to pamiątki po buntowniczym trybie życia, który emancypował, mając piętnaście lat. Blada skóra jest wynikiem przesiadywania w ciemnych pomieszczeniach, a dobiła to jeszcze ciągła zima. Pomijając jego zapędy wycofańca, na ogół jest całkiem przyjazną istotą i automatycznie wycofuje się z miejsca, gdzie czuje się niechciany. Aby zdobyć jego zaufanie i zostać przyjacielem nie wystarczy jednak zwykłe przymilanie, Iso bowiem wyczuje podstęp z kilometra i nie należy w ogóle zbliżać się do niego, jeśli twoim zamiarem jest granie na jego nerwach. Z racji tego, że sporo osób go ignoruje, a raczej jego obecność jest w stanie łatwo zbierać informacje, co czasami przydaje się, by zdobyć rzeczy lub informacje, których on sam nie posiada. Kolor włosów odziedziczył po ojcu, a oczy po matce.
Umiejętności: Niekoniecznie dobrze radzi sobie z przekonywaniem ludzi, że jego magia nie zje niczyjej babci, stąd też zdarzają mu się problemy z krzyczącymi wniebogłosy starszymi paniami, których dodatkowo jego wygląd wcale nie przekonuje o niewinności. Nie umie się schować ze względu na wzrost, którym obdarzyli go rodzice. Gra na harfie, co od czasu do czasu traktuje też jako źródło zarobku. Studiuje historię magii, chociaż ta niezbyt go interesuje, może inaczej, niewiele jest w tym magii, która on posługuje się sam.
Pozostałe: :
— W cieniu zawsze ukrywa się jego kot, którego nazwał Światełko. Łazi za nim tam, gdzie znajduje się cień, to znaczy praktycznie wszędzie i miauczy, choć usłyszeć może to tylko Isoniah. Wyobrażacie sobie skupić się przy takim sierściuchu na zajęciach?
— Trzyma się ubocza, ze względu na zdolności magiczne, jakie posiada, w dzieciństwie śmiano się, że jest tym, co przynosi śmierć, choć on sam ledwo stał na nogach.
— Opiekę nad nim sprawowała głównie matka, która prócz spędzania czasu w slumsach, pracowała, gdzie mogła, tylko by wysłać syna na studia.
— Oboje jego rodziców, a także rodzina w lini prostej to Rjuske.
— Dawniej jego rodzina miała tytuł szlachecki, ale stracili go z jakiegoś powodu, którego młody Avenlore nie zamierza rozgrzebywać.



PRZESZŁOŚĆ I RELACJE

Relacje:
— Matka — Naharah Avenlore
— Ojciec — Santeri Avenlore (martwy)
— Starszy przyjaciel — Hanse Bemore (zaginiony)
Przeszłość: Jego życie, z racji na pozycję w społeczeństwie nigdy nie należało do łatwych, ale młody Isoniah nie zdawał się przejmować trudami życia, gdyby pominąć drobny, buntowniczy okres w jego życiu to prawie dziecko idealne, prawie, bo często uciekał z domu, aby uczyć się od starszego kolegi magii. Jego matka, choć posiadała ten sam rodzaj magii, to ojciec znajdował się pod patronatem drugiego z bliźniąt. Oboje mieli nadzieję, że pójdzie w ślady ojca, życie jego matki nie było bowiem usłane różami, jednak cóż, nie wyszło. Przed dostaniem się do Akademii jedyną interesującą rzeczą w jego życiu była śmierć ojca, poza tym nie działo się nic, co byłoby warte uwagi kogoś spoza rodziny. Dzięki życiu jako odludek stał się bardzo obrotny i potrafi doskonale zadbać o siebie. Obecnie studiuje już szósty rok historii magii, a zapowiada się przed nim kolejne cztery.
Pochodzenie: Enryn, Rietva, Astenhorp.


ODAUTORSKO

Odautorsko: : Tak, moja postać będzie uczestniczyć w fabule, a także eskapadach. Preferuję średniej długości odpisy, choć uda mi się maznąć czasem coś długiego. Nigdy nic na siłę. Jeśli potrzeba, można użyć mojego chama w swoim opowiadaniu jako postać poboczną pod warunkiem, że faktycznie mogła być w danym miejscu. Pamiętajmy, że Iso jest studentem, a studenta nie stać.
Kontakt: Szujchuj#5985


STATYSTYKI

siła
szybkość
zwinność
kondycja
mądrość
charyzma
siła magiczna
kontrola nad magią
6
4
4
3
6
2
9
7