Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ariend. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ariend. Pokaż wszystkie posty

6.03.2022

Od Arienda do Missi

Stukot kufli piwa się roznosi,
Wypijmy panowie za Sandera zdrowie!
Część mężów damy do tańca prosi.
Cała tawerna zatopiona w rozmowie.
Noc jest młoda, więc bawmy się wszyscy!
Nie pora na smuty, nie pora na kłótnie.
Dnia dzisiejszego wszyscyśmy bliscy,
Pijmy nim barman dostęp do piwa utnie!

 CISZA!
W całej tawernie zapadła grobowa cisza, wszyscy jak jeden mąż odwrócili głowy i spojrzeli na stojącego przy barze niewysokiego, siwego mężczyznę. Stał on z rękami opartymi na biodrach, mierząc gości piorunującym wręcz wzrokiem.
 Koniec tej waszej zabawy warknął, sarkastycznie akcentując ostatnie słowo.
Popatrzył na siedzącego na stole młodego mężczyznę. Małymi oczkami przyjrzał się jego barwnemu ubiorowi. Bard, nie było wątpliwości. Aż sobie zakpił pod nosem, że tylko bardowskie błazny ubierają się tak, jakby brysowskiemu bachorowi dano białe szmaty oraz kolorowe farbki i powiedziano mu: Róbta co chceta. Splunąłby aż na podłoże, gdyby nie fakt, że to była jego tawerna.
 Ty!  Kiełbaskowatym palcem wskazał barda.  Wynocha!
Nim bard zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, niespodziewanie w jego obronie stanęła pewna kobieta.
 Panie gospodarzu, przecież to bard Ariend!  broniła artystę, wyraźnie oburzona.  Nie można go tak po prostu wygonić...!
 Zamilcz, dziewucho!  uciął jej wypowiedź właściciel.  Nie będę tolerować muzyki ani tego, kto ją praktykuje!
Ponownie cisza ogarnęła tawernę. Goście zaczęli wymieniać się spojrzeniami, ktoś tam coś szepnął do kogoś innego. Wydawało się, że ta nieprzyjemna atmosfera będzie się tak utrzymywać jeszcze z dobrą chwilę, gdy nagle po całym pomieszczeniu rozszedł się teatralny śmiech.
Ariend otarł palcem wyimaginowaną łezkę, jaka mu się zakręciła w oku. Skupiwszy na sobie uwagę pozostałych, poprawił swój kapelusz i uśmiechnął się niewinnie.
 Jeszcze nie spotkałem się z mówieniem o muzyce jak o jakichś mrocznych rytuałach czy nielegalnych działaniach!  powiedział tonem, jakby był pod wrażeniem słownej kreatywności gospodarza.  Martwimy się, że muzyka zrani?  udał zmartwiony głos.
Szarpnął strunami mandoliny, instrument wydał z siebie przyjemny dźwięk.
 Ach, o nie!  zawołał wtem Ariend.  Nic mi nie jest!  Znów się zaśmiał.
— Won mi stąd!  fuknął właściciel, wskazując ręką drzwi.  Działasz mi na nerwy! Geran, zajmij się nim!  zwrócił się do kogoś z tłumu.
Ariend zakrył cień niepokoju uśmiechem. Nie miał pojęcia, czemu gospodarz nagle wpadł i zrobił awanturę o zwykłe zabawianie tłumu – stary pryk powinien wręcz się cieszyć, że tylu gości miał – ale widząc, jaki obrót zaczynała przybierać sytuacja postanowił nie wnikać w sprawę. Teraz to chyba wypadałoby się ładnie wycofać. Już i tak trochę zarobił za swój wieczorny występ.
Dum.
Nagłe uderzenie czegoś o stół tuż za jego plecami spowodowało, że poderwał się na równe nogi jak poparzony. Bardzo jednak pożałował tej decyzji, kiedy przez uszy przebrnął jakże niemiły dźwięk rwącego się materiału.
Odwrócił się na pięcie, jego oczom ukazał się złowrogo wbity w stół nóż. Momentalnie spuścił wzrok na swoją pelerynę.
 HYYYY  zapowietrzył się aż.
Wziął do ręki materiał, rozerwany u dołu na całkiem sporą długość (na oko patrząc pół łokcia). Palcami drżącej lekko dłoni przejechał po naderwanej krawędzi, wstrzymał na moment oddech. Moja peleryna, moja piękna peleryna! Rozerwana, rozerwana! Wpół żywa!
 Jak tak można-aaaaa!  Skrzywił się, gdy poczuł nagły ból.
Popatrzył na swoje ramię, na którym zaciskała się masywna dłoń. Podniósł głowę i spojrzał na rosłego mężczyznę, z wyglądu trochę podobnego do starego właściciela, tylko znacznie młodszego. Spoglądał on groźnie w twarz barda, jak gdyby był gotów przejechać jego twarzą po podłodze. I może nawet chciał to zrobić.
Ariend nie czekał, aż tamten zacznie działać. Korzystając z pierwszej okazji nastawił płasko dłoń i dmuchnął w nią.
Znikąd pojawiła się garść złocistego pyłu, która poleciała prosto w twarz przeciwnika. Mężczyzna warknął pod nosem, odruchowo puścił Arienda. Cofnął się o krok, machając rękami odgarnął pyłek; drobinki zniknęły tak nagle jak się zjawiły. Zamrugał parę razy, spojrzał na barda... a raczej miejsce, gdzie tamten powinien stać.
Otworzył szeroko oczy, pospiesznie się rozejrzał.
 Gdzie on jest?!  syknął.
Goście popatrzyli po sobie, ktoś wzruszył ramionami.
Ariend wypadł przez drzwi z tawerny, pospiesznie narzucił na siebie opończę, gdy przeszył go zimny wieczorny wiatr. Półbiegiem oddalił się od budynku, o mało nie poślizgnął się na oblodzonej drodze.
Poprawił przewieszoną przez ramię mandolinę, westchnął.
Zdarzało mu się uciekać przed różnymi osobami: nieopanowanymi pijakami, bandytami, handlarzem, któremu nie chciał zapłacić za podwózkę. To był jednak pierwszy raz, kiedy musiał wiać przed właścicielem tawerny, bo się muzyka nie spodobała. Ha, nie spodobała się muzyka! Aż mu się przykro zrobiło, że stary nie miał żadnego gustu. Przecież to był wielki i wspaniały bard Ariend! Jak można nie lubić jego utworów?
Zatrzymał się wtem, spojrzał za siebie na jeszcze widoczną tawernę, marszcząc brwi w złości.
Czyżby wielbiciel Eda Herena?!
 Pff, pewnie tak, skoro nie ma gustu!  prychnął do siebie.
Jeszcze ten bęcwał, który mu zniszczył pelerynę. Ariend powinien później wrócić tam i zażądać rozliczenia.



Słońce zaglądało już sponad horyzontu, kiedy Ariend podziękował miłej parze za przenocowanie go u siebie. Dorwał podróżnego handlarza i skorzystał z tego, że tamten jechał do najbliższego miasta.
Parę godzin później postawił stopę na świeżo odśnieżonym chodniku. Przeciągnął się raz, wziął głęboki wdech. Podniósł nieco głowę, ciesząc się promieniami słonecznymi, które przyjemnie grzały. Nawet wiatr tak nie wiał; było cieplej niż zwykle.
Pogoda świetna – humor już mniej. Ariend nadal przeżywał wczorajsze wydarzenie. Bo naprawdę, jak można tak po prostu komuś zniszczyć ubrania? Zero szacunku dla drugiej osoby! Zero! Ariend nie po to wydał pieniądze na tak piękny strój, by ktoś sobie go rwał. Musiał czym prędzej coś z tym zrobić. Nie mógł się tak przecież prezentować.
Trochę poświęcił czasu na odszukanie odpowiedniego miejsca (instrukcje przechodnia, którego spytał o drogę nie były do końca jasne), ale za to mógł przejść się po mieście. Astenhorp. Dawno tu nie był, aż wracały wspomnienia. Ciekawe, czy mógłby znowu znaleźć okazję, żeby zagrać przed większą publicznością.
Wreszcie dotarł do punktu docelowego. Zakład krawiecki; ponoć bardzo dobry, a przynajmniej tak ktoś powiedział. Zmierzył wzrokiem szyld, po krótkim wdechu pchnął drzwi.
— Dzień dobry! — ujawnił swoje przybycie melodyjnym tonem.
— Już idę! — miły dla ucha głos dobiegł z oddali.
Chwilę później zjawiła się właścicielka tego głosu. Bardzo młodo wyglądająca kobieta z burzą rudych włosów wyłoniła się w pośpiechu zza rogu.
— Dzień dobry, w czym mogę...? — zamilkła nagle, widząc barda.
Zmierzyła go wzrokiem z góry na dół, otwierając szerzej oczy. Ariend również jej się przyjrzał. Skądś ją chyba kojarzył. Nie, nie chyba. Na pewno. Zdecydowanie.
Zdjął swój kapelusz, wykonał zgrabny ukłon.
— Ach, czy my się czasem gdzieś nie widzieliśmy? — zapytał z szarmanckim uśmiechem na twarzy. — Raczej nie zapomniałbym twarzy tak urodziwej damy.

7.02.2022

Od Arienda — ,,Trzecie dziecko"

— Bardzie, może masz dla nas jakąś historię?
Ariend podniósł wzrok z mandoliny, którą właśnie stroił. Spojrzał na siedzącą w pobliżu młodą kobietę, która tak jak kilka innych osób czekała na jego występ.
— A coś tam mam — odpowiedział melodyjnym tonem. — Jakiś czas temu wymyśliłem, więc mogę się podzielić nowym dziełem.
Wszyscy z wyczekiwaniem spoglądali na niego. Bard, kompletnie nieprzejęty ich spojrzeniami, na spokojnie raz po raz kręcił kluczami i sprawdzał dźwięki poszczególnych strun. Kiedy wreszcie skończył strojenie instrumentu, przyjął wygodną pozycję. Poprawił swój kapelusz, odchrząknął parę razy, aż wreszcie przeszedł do grania.

Pewna śpiewaczka, krystaliczna jak łza,
Która głosem swym piękny tworzyła świat,
Poślubiła raz bogatego brysa
I mieli dzieci, śliczne jak róży kwiat.

Lecz gdy przyszła pora na trzeciego brzdąca,
Problemów nastał czas!

Matka jak łza: niby czysta, lecz słona.
Zdradziła męża, wystarczył jeden zmrok.
W tawernie z innym, winem zaślepiona,
Ha, i to ona zrobiła pierwszy krok!

O tym rodzina pojęcia nie miała,
Śpiewaczka z mężem załatwiła sprawę.
,,Trzecie dziecko chcę!", tak mu powiedziała,
A on się zgodził: ,,Jak chcesz to ci sprawię!".

Mąż tej śpiewaczki do grobu niewiedzę
Zabrał ze sobą; aj biedny, albo nie!
Choroba wredna zjadła go naprędce,
Zamknął powieki w nieprzerwanym śnie.

Matka sama z trójką dzieci pozostała,
Jednak nie na długo.

Ha, już męża ma nowego, czystego
I jeszcze lepiej, dwa brzdące kolejne.
Trzech od jednego, a dwóch od drugiego.
A nie, błąd mały, jedno jest odmienne.

Sekret, że trzecie z nieprawego łoża;
Jak wielka szkoda, że długo nie przetrwał.
Wszyscy odkryli, awantura duża,
I od tej pory w domu mróz będzie trwał.

Cokolwiek rodzic źle zrobi; błąd lub grzech,
Dziecko skazane jest też ponieść karę.
Wyzwiska, drwiny, bójki aż po bezdech.
Rodzeństwo brało go za mroczną marę.

Dzieci sprytne są: kilka bójek wystarczy,
By nikt nie wiedział nic!

Tak się dłużył dzień, zaś noc niczym zając.
Mroziła palce rodzina niczym lód.
Trzecie dziecię, cóż, spało, we łzach tonąc.
Aż powiedziało: ,,Męczy mnie już ten chłód!".

Torba z jedzeniem, stara mandolina,
Strój podróżnika, szczypta kosztowności.
Spakowane już – wdech, spokojna mina.
I odeszło bez zbędnych formalności.

Przestał nagle grać, w całej tawernie nastała cisza. Goście nieustannie spoglądali na barda, jakby w wyczekiwaniu na ciąg dalszy, lecz gdy się go nie doczekali, ktoś z tłumu zapytał:
— I co dalej?
— I tu się historia urywa — odparł lekko Ariend, prostując się. — Nie wiadomo, co się dalej stało z dzieckiem, a że był to sekret, który znała tylko rodzina, nikt z zewnątrz się nie zainteresował. A może inni już wiedzą? — pomyślał na głos, po czym wzruszył ramionami. — W każdym razie dziecko gdzieś przepadło, możliwe, że do tego czasu zjadły je wilki.

Sztuka ma władzę

ARIEND

mężczyzna — 22 lata — 13 lipca 1259 — rjuske

art by keiem

MELDUNEK

Miejsce zamieszkania: Wędruje między wsiami, miastami, regionami, nawet krajami. Przesiaduje na wozach handlarzy i innych podróżnych w zamian za umilanie czasu muzyką oraz opowiastkami. Noce spędza w tawernach lub izbie gościnnych mieszkańców danej wioski.
Zawód: Bard – śpiewa i gra na swej ukochanej mandolinie; choć lubi wiersz, nierzadko po prostu opowiada historie prozą. Zależy to od kaprysu, czasem widowni. Tak między nami, też może sprzedać parę ciekawych informacji czy nowinek. Chodzi się po świecie to się wie to i owo.
Grupa społeczna: Bardów się nie pyta o grupę społeczną, puścił oczko z zawadiackim uśmiechem na twarzy.


MAGIA

Patron: Wynn
Umiejętności magiczne: Niewielkie iluzje raczej nie sprawiają mu problemu. Może na życzenie przyozdobić swój występ paroma efektami specjalnymi (na przykład sypiące się płatki, mały skrawek nocnego nieba, akompaniujące mandolinie dźwięki innych instrumentów), w teatralny sposób zniknąć ze sceny lub też prostym wabikiem odwrócić uwagę, gdy trzeba się szybko zbierać. Iluzje po kontakcie fizycznym znikają lub przenikają, zależnie od użytej do ich stworzenia energii. Za to wyglądają realistycznie i bez próby dotyku trudno odróżnić je od rzeczywistości. Bard potrafi również zmienić kolor danego obiektu, lecz to bardzo niestabilny efekt.


CHARAKTERYSTYKA

Charakterystyka: Wielki zdobiony kapelusz, barwna pół-peleryna z misternymi wzorami, mandolina na plecach – to on, bard Ariend! Mimo mocno przeciętnego wzrostu, który symbolizują te sto siedemdziesiąt trzy centymetry (bez nakrycia głowy i butów), kolorowy, charakterystyczny wręcz strój sprawia, że inni mogą go rozpoznać nawet z daleka. I w to właśnie celował Ariend, swoją drogą. Nawet jego specjalnie przygotowana do podróży po Rietvie, podszyta futrem opończa niemalże lśni kolorami i wzorami. To ten typ, który samą swoją aparycją wręcz prosi o uwagę.
Koło niecodziennego ubioru mamy niecodzienną fryzurę. Ciemnobrązowe włosy są niezbyt równo przycięte, jakby bard któregoś dnia sam chwycił za nożyczki i uznał, że pora na zmianę. Ponadto tylna część jest związana lazurową wstążką w mocno niesymetryczny, przechodzący na lewą stronę kucyk. Ariend nigdy nie odpowiedział na pytanie czy umie zrobić normalnego kucyka, ale za to chwalił się parę razy, że potrafi zaplatać warkocze.
Trzymana dwoma paskami przy udzie mała torba zawiera drobne, acz przydatne rzeczy. Pieniądze, zapasowe struny, coś tam jeszcze się znajdzie. A tuż za nią, jeszcze bliżej nogi, kryje się pochwa z krótkim sztyletem. No co? Trzeba się w razie czego obronić! Ktoś sobie pomyśli, że taki bard to idealny cel napadu albo jakiemuś pijanemu wieśniakowi nie spodoba się utwór... Ariend się nie da, nie dla zabicia czasu uczył się operowania sztyletem.
Oto ja, wielki i wspaniały bard Ariend, utalentowane muzyki dziecię! Słuchajcie mej muzyki, słuchajcie, bo drugiego takiego jak ja nie znajdziecie!
Równie kolorowa co wygląd jest jego osobowość. Ariend to przede wszystkim wesoły młody mężczyzna, żyjący dla swojej muzyki i widowni. Nie grzeszy manierami, jest szarmancki: kilkoma melodyjnymi zwrotami i czarującym uśmiechem przyspieszy bicie serca znacznej większości kobiet, nawet mężatek. Wie, jakie słowa dobrać, by wkupić się w łaski niemal każdego. Dzieci również z reguły go uwielbiają. Ariend wie, co robić, by opanować nawet dzieciaki z nieskończonym zasobem energii.
Wydawać by się mogło, że w swoje opowieści oraz muzykę przelewa wszystkie emocje, lecz gdy człowiek pozna go osobiście, może się zaskoczyć tym, jaki otwarty, acz tajemniczy jest ten bard. Potrafi sprawić, że sami zaczniemy wylewać w jego rękaw wszystkie żale i bóle, mamy wrażenie, że on też to robi, ale ostatecznie zdajemy sobie sprawę, że wiemy o nim znacznie mniej niż przypuszczaliśmy. Jak on to robi? Tego nie wie nikt. Przynajmniej niezły z niego słuchacz i umie pocieszać. Dobrą gadką wpływa na emocje, opinie, a także poglądy jak dobrze pójdzie. W dodatku jest spostrzegawczy i choć na takiego nie wygląda, wyłapuje wszystko, co mówią wokół niego inni, samemu pod tym względem nie ściągając uwagi. I nawet jeśli ktoś zauważy, że Ariend ma jakiś ukryty motyw, trudno będzie go całkiem rozpracować. Po prostu ten uśmiech jest taki mylący!
Spokojny, opanowany... chyba że skrytykujemy mocno jego umiejętności muzyczne, aparycję lub wspomnimy o pewnym muzyku, którego imienia lepiej nie wypowiadać. Dziwaczna jest też sprawa z jego odwagą. Jak durny wystraszy się zajścia go od tyłu przez znajomą osobę, a tego samego dnia obroni się przed zgrają wstawionych chuliganów.
Nie stroni od przygód, choć nie lubi się ubrudzić. Niby czarujący dżentelmen rzucający słodkimi słówkami, a zadowolony singiel. Kocha muzykę, ale zawsze robi się pochmurny, gdy ktoś wspomni o operze. Z chęcią zabawia graniem każdego bogacza, lecz nie przepada za nimi. Nie jest miłośnikiem życia we wsi ani tym bardziej jej mieszkańców, aczkolwiek musi się znaleźć na każdej wiejskiej biesiadzie, o jakiej usłyszy. Dziwny trochę z niego typ, tyle swego rodzaju sprzeczności. Jedno jednak jest pewne – jak się zrobi w pełni poważny to nie ma o czym żartować.
Umiejętności: Oczywistym wręcz jest to, że Ariend wybornie gra na mandolinie: nie tylko szybko uczy się nowych utworów, ale też tworzy własne, ba, przede wszystkim tworzy własne! Inne instrumenty, jakie nie są mu obce to lira i fortepian, który miał okazję maltretować w rodzinnym domu. Z graniem współpracuje talent do śpiewania; w końcu co to za bard, który śpiewać nie umie? Wysokie tony, niskie, delikatne, mocne – żadne nie są mu straszne. Nie można też zapomnieć o innej ważnej umiejętności w jego fachu: opowiadaniu. Nawet najzwyklejsze wydarzenie przemieni w zapierającą dech w piersiach historię. Co prawda, doda coś od siebie to tu, to tam, ale liczy się ogólne wrażenie! Czy wspominałam też, że umie tańczyć? Tak, w Katerze Wschodnim miał okazję nauczyć się różnych kroków.
Nikt by nie podejrzewał, zwłaszcza pijani mieszczanie, lecz ten bard obeznany jest nie tylko w sztuce muzycznej, ale też tej walki. Dobra, może to lekka przesada, z Arienda zdecydowanie lepszy muzyk jak rycerz, ale po latach podróży nauczył się zgrabnych ruchów przydatnych w ucieczce i unikaniu ataków, a także tych bardziej ofensywnych. Umie podarować komuś kopniaka oraz zrobić pożytek ze schowanego przy udzie małego sztyletu. Wyznaje jednak zasadę, że bezpośrednie starcie z przeciwnikiem tylko, gdy to konieczne. Zwłaszcza, kiedy przed nim stoi ktoś większy i/lub silniejszy. Wtedy zbyt dużo ryzykuje. Woli swymi kocimi ruchami oraz iluzjami w spektakularny sposób opuścić pole potencjalnej bitwy.

Pozostałe:
■ Jego stan majątkowy obecnie jest nieznany; jeśli każemy mu zapłacić za cokolwiek, zawsze użyje karty czy muzyka wystarczy?. Nierzadko to działa, najczęściej w tawernach i na targowisku.
■ Swoją ukochaną mandolinę czasami błędnie określa lutnią. Pozostało mu to z dzieciństwa, kiedy myślał, że oba te instrumenty to jeden, ale w dwóch różnych wersjach. Jeśli zaliczy wtopę przy kimś, tłumaczy się, że nazwał ją Lutnia, bo... bo tak.
■ Jeżeli zauważy bezpańskiego kota lub psa, zawsze go dokarmi.
■ Stara się nie przesadzać z alkoholem (bardowi nie przystoi), ale zdarzają się sytuacje, kiedy z pewnych przyczyn nieźle się upije. Wtedy zanudza wręcz rozmówcę głupimi historiami, okazjonalnie powie coś związanego ze swoją przeszłością.
■ Nie lubi opery.
Przyjmuję zapłatę tylko pieniężną! Chyba, że masz dla mnie ofiarę w postaci dobrego jedzenia. O, albo takie ciasto... ach, ciasta! Zawsze będą miały miejsce w mym sercu! Ariend wielbi ciasta. I to dosyć rozległe pojęcie, choć te z dużą ilością owoców raczej wygrywają.
■ Całkiem dobrze pływa jak na osobę, która większą przygodę z wodą dotychczas miała tylko raz. Ach, nadal pamiętam ten dzień, kiedy kapitan pewnego statku wyrzucił mnie za burtę... Jaka szkoda, że jego biznes podupadł!


PRZESZŁOŚĆ I RELACJE

Relacje: Można by w sumie coś napisać o jego rodzinie, ale zapytany o to Ariend najczęściej zmienia temat. Mówi, że nie ma co wspominać o niej. Nawet nie podaje swojego nazwiska, a jedynie imię. Dzięki temu jest znany jako bard Ariend, utalentowany muzyk, niezwykły baśniarz, zamiast Ariend Feileakan, trzecie dziecko... Hm... Najlepiej zacząć od tego, że technicznie nie powinien mieć tego nazwiska...
Ale wspomnienie o paru poznanych przed wyprowadzką lub podczas podróży osobach to już żaden problem!
Lurian Glash – dobry przyjaciel, ostoja komfortu i wsparcie mentalne z dziecięcych lat. Obecnie coś tam studiuje, Ariend nie pamięta, co. Ach, Lurian... Ten to wie, jak pokrzepić człowieka! Trzeba będzie go odwiedzić. Ciekawe czy o mnie jeszcze nie zapomniał!
Ed Heren – niby znajomy, niby wróg, niby rywal, Ariend w sumie już nie wie. Ciężko powiedzieć, że jest rywalem, kiedy to ja jestem o wiele lepszym muzykiem od niego! Po prostu mam większy talent! I ile można śpiewać o miłości do kształtu kobiety czy co to tam on sobie wymyślił!
Deriush Gnieve – według Arienda najlepszy lutnik jakiego zna. To on właśnie wykonał jego mandolinę. Naprawdę doceniam to, co dla mnie zrobił! Stary instrument zupełnie jak nowy!
Kavra Igueli – znana katerska nauczycielka tańca. Wspaniała kobieta, dzięki niej podróż Arienda po Katerze Wschodnim była naprawdę udana. Każdemu polecam jej lekcje!
Przeszłość: Po zachowaniu i manierach można bez większego zawahania stwierdzić, że Ariend jest z porządnej rodziny. Zresztą, skąd on miałby wziąć pieniądze na tak drogo wyglądający ubiór? Każdy potrafi założyć, że wychował się w raczej bogatym domu, nie wydaje się być jednak rozpieszczonym paniczem, więc możliwe, że ma rodzeństwo lub rodzice nie spełniali każdej jego zachcianki. Gdy tylko ukończył szkołę, nawet nie myśląc o studiach, wyruszył w podróż, oficjalnie zostając bardem. Plany to poznać przeróżne miejsca, wielu ludzi, liznąć kulturę każdego państwa i, wiadomo, rozsławić swoją muzykę. Tak swoją drogą, obecnie może się pochwalić niemałym gronem wielbicieli. Już prawie przyzwyczaił się do tego, że czasami ktoś go rozpozna na ulicy. Dodatkowa część historii w opowiadaniu Trzecie dziecko.
Pochodzenie: Stolica Roosen, choć ma katerskie korzenie.


ODAUTORSKO

Odautorsko: Opowiadania piszę średniej długości, choć w rzeczywistości mogę się dostosować do drugiej strony. 500 słów? Okej. 1000? Nie ma większego problemu. Lubię akcję, więc mogę nawet odruchowo gdzieś ją wpleść, z kolei nie nadaję się do niczego ściśle romantycznego, chyba że miłość do muzyki liczymy. Pozwalam na sterowanie moją postacią w opowiadaniach, dopóki trzymamy się jego formularza i dopóki nie chodzi o ważne decyzje czy też poważne okaleczanie. Chciałabym z nim brać udział w eskapadach i innych wydarzeniach fabularnych. Ach, i oczywiście, że można go wpleść jako postać poboczną do swojego opowiadania! W końcu to bard, on jest wszędzie!
Kontakt: Keiem#5665


STATYSTYKI

siła
szybkość
zwinność
kondycja
mądrość
charyzma
siła magiczna
kontrola nad magią
4
5
6
7
5
5
4
4