27.02.2022

W pałacu lilii krąży bóg miłości

wiosna
lato
jesień
zima
Lilian
LILIAN WILLIS / 12 XII 1256 / ENRYN, VELTEN
Wiosną 1267 roku Lilian ma spojrzenie jaskrawo smutne, modrość oczu burzliwie niespokojną. Mową szklaną i kruchą, mową przerażonego dziecka, przepełnioną smakiem słonych łez i drżeniem mięśni niekontrolowanym, błaga stojącego w progu windykatora dzierżącego skórzaną walizkę w pulchnej dłoni, coby łaskaw był nie odbierać jemu i Jagódce domu, kiedy to jedyne, co im po śmierci rodziców zostało, kiedy bez dachu nad głową oni sobie rady nie dadzą. Jegomość stojący w progu drzwi domu zaniedbanego, opuszczonego, ten windykator o licu łagodnym ze skórzaną walizką w pulchnej dłoni, z niedowierzaniem kręci głową i parska chropowatym, wstrętnym śmiechem. Rozejrzyj się, smarkaczu. Takich jak wy, niechcianych bachorów, plugastw zapchlonych, jest tutaj na pęczki – odpowiada, zadzierając do góry swoje pucułowate lico. – A jakoś sobie radzą. Podobno najtrudniejsza do przetrwania jest tylko pierwsza noc.
I ledwo kilka słów krótkiego polecenia do towarzyszącego mu osiłka wypowiedziawszy, pozbywa się ten windykator dwóch sierot, pozbawiając domu, choć szarpią się i walczą, i błagają, i proszą. To tylko mowa przerażonych dzieciaków, niechcianych bachorów, smarkaczy. Takich przecież jest tutaj na pęczki, wszyscy dawno przestali wsłuchiwać się w ich płacz.
Najtrudniejsza do przetrwania jest tylko pierwsza noc. Później może być już tylko lepiej. Zawsze pierwsza noc. Przetrwamy pierwszą noc i później będzie lepiej – Lilian w kółko i w kółko naiwnie powtarza te kilka słów niczym mantrę. Wyciąga z podziurawionej kieszeni kurtki eleganckie pióro ukradkiem zwędzone urzędnikowi, wyciąga cieniutki, poszarpany notesik otrzymany w prezencie na dziesiąte urodziny, z którym nigdy się nie rozstaje i chwiejnym pociągnięciem rozstrzęsionej dłoni pisze.
Nic nie mam, zdmuchnęła mnie ta wiosna całkiem.
BARD / WĘDROWNY / ZŁODZIEJ TOŻSAMOŚCI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz