— Bardzie, może masz dla nas jakąś historię?
Ariend podniósł wzrok z mandoliny, którą właśnie stroił. Spojrzał na siedzącą w pobliżu młodą kobietę, która tak jak kilka innych osób czekała na jego występ.
— A coś tam mam — odpowiedział melodyjnym tonem. — Jakiś czas temu wymyśliłem, więc mogę się podzielić nowym dziełem.
Wszyscy z wyczekiwaniem spoglądali na niego. Bard, kompletnie nieprzejęty ich spojrzeniami, na spokojnie raz po raz kręcił kluczami i sprawdzał dźwięki poszczególnych strun. Kiedy wreszcie skończył strojenie instrumentu, przyjął wygodną pozycję. Poprawił swój kapelusz, odchrząknął parę razy, aż wreszcie przeszedł do grania.
Pewna śpiewaczka, krystaliczna jak łza,
Która głosem swym piękny tworzyła świat,
Poślubiła raz bogatego brysa
I mieli dzieci, śliczne jak róży kwiat.
Lecz gdy przyszła pora na trzeciego brzdąca,
Problemów nastał czas!
Matka jak łza: niby czysta, lecz słona.
Zdradziła męża, wystarczył jeden zmrok.
W tawernie z innym, winem zaślepiona,
Ha, i to ona zrobiła pierwszy krok!
O tym rodzina pojęcia nie miała,
Śpiewaczka z mężem załatwiła sprawę.
,,Trzecie dziecko chcę!", tak mu powiedziała,
A on się zgodził: ,,Jak chcesz to ci sprawię!".
Mąż tej śpiewaczki do grobu niewiedzę
Zabrał ze sobą; aj biedny, albo nie!
Choroba wredna zjadła go naprędce,
Zamknął powieki w nieprzerwanym śnie.
Matka sama z trójką dzieci pozostała,
Jednak nie na długo.
Ha, już męża ma nowego, czystego
I jeszcze lepiej, dwa brzdące kolejne.
Trzech od jednego, a dwóch od drugiego.
A nie, błąd mały, jedno jest odmienne.
Sekret, że trzecie z nieprawego łoża;
Jak wielka szkoda, że długo nie przetrwał.
Wszyscy odkryli, awantura duża,
I od tej pory w domu mróz będzie trwał.
Cokolwiek rodzic źle zrobi; błąd lub grzech,
Dziecko skazane jest też ponieść karę.
Wyzwiska, drwiny, bójki aż po bezdech.
Rodzeństwo brało go za mroczną marę.
Dzieci sprytne są: kilka bójek wystarczy,
By nikt nie wiedział nic!
Tak się dłużył dzień, zaś noc niczym zając.
Mroziła palce rodzina niczym lód.
Trzecie dziecię, cóż, spało, we łzach tonąc.
Aż powiedziało: ,,Męczy mnie już ten chłód!".
Torba z jedzeniem, stara mandolina,
Strój podróżnika, szczypta kosztowności.
Spakowane już – wdech, spokojna mina.
I odeszło bez zbędnych formalności.
Przestał nagle grać, w całej tawernie nastała cisza. Goście nieustannie spoglądali na barda, jakby w wyczekiwaniu na ciąg dalszy, lecz gdy się go nie doczekali, ktoś z tłumu zapytał:
— I co dalej?
— I tu się historia urywa — odparł lekko Ariend, prostując się. — Nie wiadomo, co się dalej stało z dzieckiem, a że był to sekret, który znała tylko rodzina, nikt z zewnątrz się nie zainteresował. A może inni już wiedzą? — pomyślał na głos, po czym wzruszył ramionami. — W każdym razie dziecko gdzieś przepadło, możliwe, że do tego czasu zjadły je wilki.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz