Coś świsnęło obok ucha, przeleciało obok głowy, lądując wreszcie w kącie przyćmionego pomieszczenia, zaraz w pobliżu dwójki, teraz niezwykle poruszonych, drągali, we względnej ciszy próbujących posilić się kolejną porcją paćki z kaszy i niewiadomego pochodzenia mięsa. Drewniany kufel potoczył się po ławie, jego zawartość w chwilę wylądowała na kamiennej posadzce, a ława, wystarczająco już zniszczona, niepewnej budowy, zadygotała pod piąstkami tropicielki, na co Asher pospiesznie złapał za swoje własne naczynie z piwem, w szybkiej próbie chcąc wszelakie resztki alkoholu, przed Jagody gniewem, uratować.
Westchnął z ulgą, wpatrzony w rozkołysaną pianę trunku. Jagódka zerwała się na równe nogi, w mig pokonując drogę między ich miejscami a stojącym nieopodal karczmarzem. Mężczyzna zadrżał, dostrzegając buchający w modrym oku gniew.
— O, nie. Nie, nie, nie — westchnął z niezadowoleniem. — Toż to już trzeci raz w tym tygo-
— Morda w kubeł. — Ręce kobiety sięgnęły po pusty antałek, ciskając nim w kolejną grupkę milczącej klienteli. — Jak cię nie pytają, to nie trzep ozorem.
Bo niezgrabny oberżysta, towarzystwem Ciem niebywale zmęczony, tego tygodnia już raz trzeci będzie zmuszony swą marną kleć do jako takiego porządku doprowadzać. I tylko dzięki kilku słowom Otta – monetom być może również, tych Otto miał w końcu pod dostatkiem – ów marny przedsiębiorca, po pomoc przemierzających ulice strażników, jeszcze nie wołał.
Tacy z nich, od siedmiu boleści, szczęściarze.
— A teraz powtórz to, co przed chwilą wypaplałeś. — Palce Jagody zacisnęły się na skrawku poniszczonej, męskiej jopuli, po pomieszczeniu przeszedł donośny wizg. — No, już, nie mamy całego dnia!
Karczmarz przełknął nerwowo ślinę.
— M-Mówi się, że do Velten zajechał jaki szarpidrut, z Królestwa Apreńskiego aż. No i, mimo iż nosi się jak, jak wielki panicz, to głośno wśród nas o nim, bo niby do panienki taki podobny, jak bogów kocham, kropla w kroplę.
Spojrzenie fioletowych tęczówek runęło wreszcie na osobę Jagody, obserwując, notując, by, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, odpowiednio szybko zareagować, powstrzymać dziewczę przed rozgardiaszem kompletnym. Siwowłosy wychylił kolejny haust piwska.
Szczyny. Jak zwykle.
— Gdzież to usłyszał? Gdzież?
— Bo ja wiem, różna hołota mi się tu przez gospodę przewija, każdego spamiętać nie mogę.
Tropicielka przeklęła coś pod nosem, warknęła z niezadowoleniem, puszczając ostatecznie zmiętoloną tunikę roztrzęsionego jegomościa, kierując się z powrotem w stronę lady. Asher odetchnął z ulgą, nie wiedząc jednak jeszcze, że ława miała lada moment wylądować na zakurzonym kamieniu, blatem do dołu. Ściągnął siwe brewki, pokręcił głową. Kolejny łyk średniej jakości napitku.
— Próbuję w spokoju pić — wymamrotał, doskonale zdając sobie sprawę, iż Jagoda, zbyt przejęta rosnącym w jej piersi gniewem, w zupełności na jego słowa nie zareaguje.
— Dam ci jeszcze jedną szansę. Skąd? Skąd wszyscy nagle wiedzą o jakimś kolejnym, pierdolonym grajku?
Szepty obserwujących rosły w siłę, szybko szeptami być przestając. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie, by wszyscy ponownie zamilkli. Siedzący w północnej części gospody starzec, w przestrachu wsunął na czubek głowy spiczasty kaptur.
Bezimienny karczmarz zerknął w stronę Ashera, z głuchą prośbą wypisaną na szarej, pomarszczonej twarzy. Najemnik wzruszył ramionami. Furia kobiety trudną była do stłumienia.
— Mówili… Wspominali coś o… o… Oczko, tak! Znowu jest w mieście, to i kolejne nowości również. A z Oczko zawsze znajdzie się kolejna nowostka do rozpowiedzenia.
Jagoda wzięła głęboki wdech.
— Imię. Mówili jak mu na imię? Temu bardowi?
— P-Podobno Lilian każe na siebie mówić, taki, jak oni to mówią, pseudonim artystyczny, czy jakoś tak. Tyle wiem, nic więcej, przysięgam, na bogów się klnę. Wystarczy już, proszę!
Pierwiastek zaskoczenia błysnął w modrym oku, mięśnie twarzy zadrżały, natężyły się straszliwie, napinając skórę na dziewczęcym licu. Siwowłosy pospiesznie podniósł się ze swojego miejsca, piwsko odkładając na stolik obok, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy swej towarzyszce. To był ten moment. Moment, w którym należało reagować.
Jagoda ponownie pozwoliła sobie złapać za kołnierz tuniki, przyciągnęła oberżystę ku sobie, ku drugiej ręce, przygotowującej się do ciosu, kiedy silny uścisk obcej dłoni znalazł się na jej smukłym ramieniu, szybko uwalniając tropicielkę spod lawiny rozeźlenia. Zerknęła przez ramię, zatrzymując spojrzenie na jego fioletowych oczyskach.
— Precz, kurwa. Bo ty też dostaniesz.
— Nie, wystarczy — odparł Asher, w zupełnym spokoju, z zimnem i obojętnością, choć obojętny, jak widać, nie był wcale. — Więcej z niego nie wyciągniesz, sama dobrze to wiesz. A teraz grzecznie wychodzimy. I myślę, że należą mi się pewne wyjaśnienia.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz